Kinfire Chronicles Nights Fall
Jak mocno świeci Kinfire?
Kinfire Chronicles Night’s Fall to gra kampanijna, w której wcielamy się w dzielnych bohaterów broniących miasta Din’Lux. Podczas naszych przygód będziemy zwiedzać zakamarki tej wielkiej metropolii, walczyć z różnymi kreaturami, rozwijać nasze talie kart oraz postaramy się odkryć, kto stoi za spiskiem mającym na celu upadek naszego świetlistego schronienia.
Rozgrywka jest podzielona na kilka faz.

Na początku czeka na nas faza miasta, w której wymienimy karty w taliach, odwiedzimy różne lokacje, zakupimy ulepszenia dla bohaterów oraz wykorzystamy zdobytą wiedzę w fazie przygody, aby odkryć fabularne smaczki. Kiedy będziemy gotowi, zbierzemy drużynę, by zrealizować jeden z dostępnych questów.
W trakcie fazy przygody będziemy odkrywać fabułę gry. Dokonamy wówczas wielu wyborów, przeczytamy kolejne paragrafy historii oraz wykonamy testy, które wpłyną na postęp całego questu.
Na końcu każdego scenariusza czeka na nas epicki pojedynek z bossem, którego przebieg często zależy od wyborów podjętych we wcześniejszej fazie.
Po skończonej walce otrzymamy nagrody, odblokujemy nową zawartość dla bohaterów i wrócimy do miasta, aby dalej odkrywać tajemnice ukryte w Kinfire Chronicles Night’s Fall.
Co mi się podobało:
Historia zaWarta
Po pierwsze, bardzo lubię formę, w jakiej została przedstawiona historia. Każdy główny quest rozwija fabułę i rzuca światło dzienne na nowe wydarzenia. Podczas tych przygód dokonujemy też różnych wyborów, które w mniejszym lub większym stopniu wpłyną na aspekty gry. Zdobywamy również przedmioty oraz wskazówki, które pozwolą nam odkryć coś nowego w fazie miasta.

Sama fabuła jest lekka, przyjemna i co najważniejsze bardzo spójna. Grając w kampanię, naprawdę czujemy, że jesteśmy bohaterami broniącymi tej metropolii. W trakcie rozwoju fabuły będziemy też odkrywać osobiste historie herosów oraz realizować liczne zadania poboczne wspomagające nas w kolejnych przygodach.
Zadania dostępne w grze są ciekawe i bardzo różnorodne. Raz będziemy musieli biegać po bibliotece, unikając ataków małych smoków. W kolejnym zadaniu udamy się na statek piracki, gdzie przyjdzie nam balansować na falach, a w innej przygodzie zmierzymy się z kultystami, którzy zaciekle będą bronić swojego lidera. Dosłownie jak podczas dobrej sesji RPG.
Epic boss fight
Jeżeli chodzi o walkę, to jest ona po prostu wyśmienita. Głównym czynnikiem, który wpływa na moją ekscytację z potyczki, jest fakt, że możemy kooperacyjnie wzmacniać akcje naszych kompanów. Zagrywając boosty, zwiększamy ich obrażenia, zapewniamy obronę oraz pomagamy w wymianie kart. Ta kooperacyjność jest tu mocno wyczuwalna.

Efekty na kartach też są bardzo różnorodne. Możemy nakładać na wrogów różne statusy, przesuwać ich po planszy, wyprowadzać potężne ataki obszarowe i robić te wszystkie rzeczy, które lubimy w cyfrowych RPG-ach. Twórcy naprawdę postarali się, aby dosłownie każda karta była przydatna i miała mocny wpływ na naszą strategię. Dodatkowo bohaterowie mają swoje specjalne zdolności oraz latarnie, które również wspomogą nas podczas starć.

Walka jest szybka, dynamiczna i zmusza nas do podejmowania wielu strategicznych decyzji. Mimo iż ścieramy się na ograniczonych arenach, często nasza pozycja na planszy będzie miała ogromne znaczenie. Przeciwnicy również wpłyną na nasze działania ze względu na swoje przeróżne zdolności i efekty. Potrafią nawet zmienić zachowanie, gdy wejdą w drugą fazę starcia. Boss fight music is on.
Stwórz bohatera
Kolejnym plusem tego Kinfire jest to, jak wiele buildów postaci możemy stworzyć. Możemy stunlockować ataki naszych wrogów, być tankiem przyjmującym na siebie wszystkie obrażenia albo magiem podpalającym przeciwników i rzucającym kule ognia na lewo i prawo. Praktycznie wszystko jest możliwe. Chociaż podczas wyboru kart trzeba przestrzegać pewnych reguł i obostrzeń. Gra jednak nadal pozostawia nam w tym aspekcie wiele swobody. Następnym pozytywnym aspektem jest to, że nowo dodane karty wpłyną nie tylko na walkę, ale też na fazę przygody oraz naszą zdawalność testów. Jeżeli ktoś lubi tworzenie buildów i dopieszczanie ich do perfekcji, będzie tutaj bardzo zadowolony.

Jeżeli już mówimy o pozyskiwaniu nowych rzeczy, gra dosłownie zewsząd zalewa nas prezentami i cały czas dostajemy coś nowego czy to nowe karty, tokeny, lokacje, postacie do odwiedzenia, czy poszlaki do dalszych przygód. Ten pozytywny przypływ fantów sprawia, że dopaminka szaleje z radości, szczególnie podczas levelowania postaci oraz otwierania boosterów z doładowaniami.
Na co bym ponarzekał:
Pierwszą rzeczą, która co prawda nie jest jakimś potężnym minusem, jest kolejność aktywacji podczas walki. Określa się ją poprzez dobór tokenów inicjatywy ze wspólnego worka. Jeżeli dobierzemy żeton bohatera, to właśnie on się aktywuje. Jeżeli natomiast będzie to żeton z cyfrą, aktywuje się zdolność przeciwnika, do którego przypisany jest ten numer. Liczba żetonów w worku jest w miarę równa, więc szanse na to, że aktywuje się drużyna lub wrogowie, wynoszą mniej więcej 50/50. Oczywiście my jako bohaterowie możemy wpływać na dociąganie tych żetonów. Możemy wydawać fate tokeny lub cofać żetony do worka za pomocą niektórych kart akcji.

Jednak to wszystko prowadzi do głównego problemu, jaki mam z tą grą czyli do poziomu trudności. Jest on bardzo nierówny. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której herosi mają kilka tur z rzędu. Przez to możemy nieźle uszkodzić bossa, a nawet, jeśli dobrze pójdzie, unicestwić go bez jego aktywacji. Podobnie bywa w drugą stronę, kiedy wrogowie nagle aktywują się kilkukrotnie z rzędu. Wtedy właśnie czuć ogromny stres i staramy się wykorzystać wszystkie środki, aby odzyskać inicjatywę.

Mówiąc bez zbędnych spoilerów, mogę tylko stwierdzić, że ostatnie starcia w kampanii sprawią, iż będziemy musieli wykorzystać wszystkie zdobyte zdolności, aby pomyślnie doprowadzić ją do końca. Było to po prostu epickie i bardzo niespodziewane. Zdecydowanie wygrodziło mi to granie na poziomie easy, które serwuje mi ta gra.
Czas rozgrywki i liczba graczy
Czas potrzebny do przejścia jednego questu to mniej więcej godzina. Do tego musimy doliczyć fazę miasta i czas potrzebny na zmodyfikowanie talii. Kiedy jednak graliśmy kilka przygód pod rząd, szło to bardzo sprawnie.
Liczba graczy mocno wpływa na starcia z bossami. Rozegrałem dwa scenariusze w dwuosobowym składzie i muszę przyznać, że walka była bardzo ciężka. Ataki bossów skupiały się tylko na dwóch postaciach i za bardzo nie mogłem wykorzystać boostowania innych bohaterów. Dlatego naszą kampanię przechodziliśmy, grając czwórką postaci. Walka była wtedy bardziej wyrównana i częściej dochodziło do kooperacyjnego wspierania się, które tak lubię w Kinfire Chronicles Night’s Fall.

Jakość i komponenty
Wykonanie gry jest po prostu obłędne. Zacznę od tego, że dosłownie każdy element ma swoje miejsce w insercie. Wszystko jest uporządkowane i gdybym miał OCD, dosłownie nie miałbym się do czego przyczepić. Pudełka z kolejnymi questami tworzą też jeden spójny obrazek, gdy spojrzymy na ich boki. Dosłownie WOW! Kolejnym plusem jakościowym są bohaterowie przedstawieni na akrylowych znacznikach, a nawet wrogowie na zwykłych kartonowych standach wyglądają bosko. Ogólnie mógłbym pisać same komplementy o wykonaniu gry. Na sam koniec dodam tylko, że okładka pudełka zamienia się w planszę, na której będziemy grali. Kto w ogóle robi takie rzeczy?

Podsumowanie
Przechodzenie kampanii w Kinfire Chronicles Night’s Fall to była po prostu świetna zabawa. Siadaliśmy z żoną do stołu, graliśmy kilka scenariuszy i po każdej zakończonej przygodzie tylko patrzyliśmy na siebie z pytaniem: „To co, może jeszcze jeden quest?”. Gra bardzo mocno nas wciągnęła i dosłownie nie mogliśmy się doczekać kolejnej sesji. Po partiach dyskutowaliśmy o tym, co się wydarzyło, o kartach, jakie chcemy dodać do naszej talii, oraz o tym, co może nas czekać w dalszej części kampanii. Sam finał Kinfire był dosłownie epicki! Takiego obrotu spraw się nie spodziewaliśmy. Wszystkie decyzje podjęte w grze miały wpływ na to starcie, co jeszcze bardziej spotęgowało naszą miłość do tego tytułu. Naprawdę była to jedna z najlepszych gier kampanijnych, jakie kiedykolwiek ukończyliśmy.
Mi najbardziej podobało się to, że gra cały czas zasypywała nas czymś nowym i podtrzymywała chęć eksploracji jej świata. Walki były emocjonujące, a możliwości budowania naszych talii mocno wpływały na to, co działo się zarówno podczas starć, jak i w części fabularnej. Może pomysł z dociąganiem żetonów akcji nie był najlepszy, bo prowadził do nierównego poziomu trudności, ale przynajmniej można było poczuć ten stres czy teraz będzie nasza tura, czy może przeciwników? A może właśnie tak to miało wyglądać?
Ostateczny werdykt: Kinfire Chronicles Night’s Fall świeci niczym diament i jest to jedna z najlepszych gier kampanijnych, jakie przeszliśmy.
Plusy
Eksploracja miasta
Budowanie talii
Cały czas coś nowego
Dynamiczne starcie
Boostowanie akcji kompanów
Różnorodne questy
Ten feeling, że jest się prawdziwym bohaterem
Minusy
Trochę nierówny poziom trudności
Lepiej grać na 4 bohaterów
[samo zakup]
