Magic The Gathering Arena of the Planeswalkers
Był rok 1995. Kolega zapytał czy nie chce zagrać z nim w taką karciankę zwaną Magic the Gathering…
Tak właśnie przepadłem w nałogu do błyszczących kartonów, które wciągałem każdym możliwym sposobem. Lata mijały, a ja tylko brałem i brałem coraz więcej nie znając limitu mojego portfela.
W moim uzależnieniu przyszedł jednak moment przełomowy. Pandemia sprawiła, że odstawiłem wszelkie używki i można powiedzieć, że stałem się w końcu czysty…
aż do zakupu pierwszej planszówki. Jednak to już historia na kiedy indziej.

Zawsze chciałem mieć tę grę w swojej kolekcji, ale trochę bałem się negatywnych opinii i tego czy żona będzie chciała w to ze mną grać. Mimo iż gra została już dawno wycofana ze sprzedaży zdecydowałem się na zakup używanego egzemplarza czegoś co normalnie nigdy bym nie zrobił. Jednak desperate times…

MTG Arena of Planeswalkers to pojedynek od 2 do 5 graczy, w którym wcielamy się w potężnych magów, podróżujących pomiędzy planami. Każdy z nich włada jednym kolorem many i jest dobry w tym co robi. Jace czyli niebieski mag jest Panem iluzji i potrafi kontrolować czary oraz stwory przeciwników. Chandra agresywnie pali wszystko wokół siebie. Liliana przyzywa hordy zombie, które później może wskrzesać z grobu. Gideon broni swoich współtowarzyszy dzięki swojej białej sile. Nissa ostrzeliwuje wrogów z daleka i zwiększa zasięg ataku swoich jednostek.

To co najbardziej podoba mi się w tej grze to fakt, że każdy planeswalker ma coś takiego unikatowego w sobie. Ma trochę inny styl rozgrywki oraz różne jednostki, które może przyzwać. Moim zdaniem ich moce z karcianki świetnie zostały przeniesione do tego figurkowego bitewniaka.

Moim ulubionym magiem zdecydowanie będzie Jace. Jego specjalność w manipulacji kartami oraz jednostkami przeciwników jest po prostu super. Czuję się tak jakbym grał moim ulubionym kolorem czyli niebieskim i kontrował wszystkie zagrania mojego rywala.

Według mnie najsłabszym z całej tej gromady jest Gideon. Fajnie, że może wzmacniać obronę swoich sojuszników jednak brakuje mu takich sztuczek oraz eksplozywnych zagrań, które zapewniają inni planeswalkerzy.
MTG Arena of Planeswalkers korzysta z mechaniki Heroscape. Czyli w swojej turze aktywujemy jeden skład, możemy się nim poruszyć, a następnie możemy zaatakować.

Atak polega na tym, że rzucamy kośćmi licząc na jak najwięcej mieczy. Obrona za to na tych samych kostkach będzie szukała tarcz, które będą niwelowały obrażenia. Taka oto prosta wymiana. Na nasze rzuty wpłyną też różne modyfikatory oraz zdolności naszych jednostek. Asymetryczność kolorów magii jest całkiem niezła i jest to coś co zdecydowanie kocham w takich pojedynkowych grach.

Coś co zdecydowanie zawodzi moje oczekiwania to jak mało mamy dostępnych terenów w grze. Dosłownie 4 plastikowe podwyższenia oraz 2 ściany przeszkadzające nam w poruszaniu oraz atakowaniu się. Z jednej strony fajnie, że możemy sobie generować własne mapy, ale za bardzo nie poczujemy różnicy w kolejnych grach. Plansza przez to też wydaje się taka pusta oraz płaska i zaczynam powoli rozumieć bolączki płaskoziemców.

Za to bardzo podoba mi się, że do gry użyto ilustracji dostępnych na kartach magic the gathering. Trochę przypomniało mi to o moim nałogu oraz o wielu pojedynkach, które stoczyłem z nim. Coś co mnie zaskoczyło to fakt, że figurki magów są w pełni pomalowane. Mogłoby wyglądać to lepiej biorąc pod uwagę ich twarze, ale i tak nie jest źle. Reszta figurek wygląda za to jak wyciągnięta ze starych kartonów z zabawkami gdzieś w piwnicy moich rodziców. Chociaż wszystko ujdzie biorąc pod uwagę kiedy została wydana ta gra.

Podsumowanie
Ogólnie trochę ciężko mi określić czy jestem zadowolony z zakupu MTG Arena of Planeswalkers. Bo weszła mi trochę taka nostalgia biorąc pod uwagę moje wieloletnie uzależnienie od magickowego kartonu. Fajnie przeniesiono moce planeswalkerów z karcianki i czuć to, że każdy z nich jest mocno asymetryczny. Sama rozgrywka za to jest prościutka, ale można w niej zrobić kilka fajnych zagrań łączących moce naszych jednostek oraz zagrywane karty.
Takim jedynym aspektem trochę zaburzającym moje odczucia z gry jest liczba dostępnych terenów. Mocno ogranicza to różnorodność dostępnych scenariuszy, które możemy sobie stworzyć samemu. Przez to też, że gra nie już rozwijana muszę się zadowolić czym mam teraz, a w przyszłości ewentualnie mógłbym dokupić kafelki do Heroscape. Tylko czy warto?
Ostateczny werdykt: Moim zdaniem Iskra MTG Arena of Planeswalkers została w 2015 roku i nic już nie sprawi, że ponownie zostanie rozpalona.
Plusy
Klimat MTG
Asymetryczni Planeswalkerzy
Połączenie Walki z kartami czarów
Nałóg magicków
Minusy
Niektóre kolory magii są silniejsze
Pusta plansza
Mała różnorodność scenariuszy
Brak rozwijania gry
