|

Ślimaki

Czasami są takie recenzje, które powstają w ślimaczym tempie. Tak właśnie było ze Ślimakami. Choć może głównym powodem tak późno opublikowanej recenzji tej gry był fakt, że chciałem Wam pokazać powolną naturę tych mięczaków. Bo oczywiście był to zabieg celowy, a nie fakt, że w końcu znalazłem sposób na wyjście z mojej skorupy…

Ślimaki to wyjątkowa gra, w której drużyny pełzaczy walczą ze sobą, by rozbić skorupy przeciwników. Można by powiedzieć, że jest to emocjonujący pojedynek, w którym trup wlecze się gęsto, tak jak byśmy dosłownie jechali rowerem w deszczową porę i nie zwracali uwagi na odgłosy chrupnięć pod naszymi kołami (wcale nie true story bro…).

Choć do zabijania innych ślimaków nie użyjemy jednośladów, w tym zadaniu pomogą nam rakiety, granaty, ciasta z wisienką, zbuntowane gołębie oraz inne smaczne dzieła masowego rażenia.

Podczas 6 rund walki będziemy planować nasze ruchy, zbierać broń, wpadać do wody, rozwalać arenę walki i, co najważniejsze, dobrze się bawić. Choć to ostatnie nie zawsze będzie miało miejsce, biorąc pod uwagę, że wszyscy gracze mogą się na ciebie rzucić, a ty później wejdziesz w tryb spectatora, który będzie tylko podawał innym karty.

Co mi się podobało w tej rozwałce:

Po pierwsze, liczba broni, jaką możemy się posługiwać. Już wcześniej przybliżyłem wam, czym możemy eliminować innych graczy, więc teraz dodam tylko, że każda giwera strzela trochę inaczej i w odmienny sposób wpływa na sytuację na planszy. Oprócz tego pozyskamy karty, które zapewnią nam specjalne metody poruszania się np. za pomocą lin czy jetpacków. Ogólnie jest w czym wybierać.

Kolejnym plusem Ślimaków jest to, że możemy tworzyć swoje własne mapy. Instrukcja podrzuca kilka pomysłów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy stworzyli jakieś fikuśne kształty i później podziwiali nasze dzieło. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na moją ekscytację z rozgrywki jest fakt, że podczas walki będziemy niszczyć to, co wykreowaliśmy tak, jakbyśmy postawili Godzillę w SimCity i poprawili to trzęsieniem ziemi.

Podczas przygotowania do gry wybierzemy też lidera naszego gangu. Zapewni on całemu gangowi specjalnej moce. Wpłyną one na nasze ataki, poruszanie i inne aspekty gry. Choć tutaj też muszę dodać, że nie jestem fanem piratów, których zdolność jest po prostu przegięta. Możliwość strzelania z wody i brak obrażeń ze skażenia jest zbyt mocna. Dlatego zniknęli gdzieś w moim pudełku niczym czarna perła z piratów ze ślimakaidów.

Co sprawiło, że chciałem się schować w mojej skorupie:

Uwielbiam gry, w których planuje się akcje i później rozpatruje się jej licząc na to, że nasz plan zadziała tak dobrze jak w tych wszystkich filmach z napadem na bank gdzie główny protagonista jest cwaniaczkiem z dużą dozą pewności siebie. Niby podobnie jest w Ślimakach, ale jednak są takie sytuacje gdzie ktoś tylko jedną kartą może całkowicie pokrzyżować nasze plany. Później będziemy tylko patrzyli jak wszystko wali się się niczym w dziełach Guy Ritchiego. Szczególnie jak wylądujemy w wodzie.

Kolejną rzeczą, która może sprawić, że będziemy obserwowali innych graczy podczas zabawy będzie nasza rychła eliminacja. Może to prowadzić do powstania traumy, a nawet do takiej niechęci do ponownego pojedynku. Jednak liczy się dobra zabawa, prawda? Nawet dla innych graczy, prawda? Dlatego każdą eliminacje trzeba traktować jak takie podwinięcie się nogi… lub brzucha czy co tam mają te ślimaki.

Przy okazji musimy też nastawić się na dużą dozę losowości, którą serwują nam bronie oraz sposób ich dobierania. Choć mamy też kilka sposobów by temu zaradzić. Jednak trzeba przyjąć to na skorupę.

Jakość i komponenty

Jest dobrze, są fajne standy, mamy przegródki w pudełku i ogólnie nie ma się do czego przyczepić. Nie miałem też problemu z rozróżnieniem innych Ślimaków jakby co. To wcale nie jest aluzja do innych graczy…

Liczba graczy i czas rozgrywki

Od razu powiem, że im więcej graczy tym większa rozwałka. Większa też szansa, że nasze plany nie sprawdzą się biorąc pod uwagę chaos, który może panować na planszy. Jednak nieważne w ile osób grałem to i w każdym składzie działało to dobrze.

Podsumowanie

Ślimaki to taki Carmageddon na planszy, w którym samochody zastąpiono skorupami ślimaków, a przypadkowych przechodniów planszą, którą możemy niszczyć do woli. Jest to totalna rozwałka, w której nie mamy co liczyć na ziszczenie naszych planów ani na bezpieczne bunkrowanie się pod żeliwnymi belkami. Wszystko jest okraszone dużą losowością, w której truchła ślimaków ścielą się gęsto, a zniszczenia są większe niż po przejażdżce rowerem w deszczowe popołudnie.

Tutaj liczy się tylko dobra zabawa, w której trzeba trochę przymknąć skorupę, biorąc pod uwagę, że czasami nic nie zrobimy. Dlatego zaakceptowałem to, że czasem warto żyć na YOLO i nie przejmować się odpadnięciem z rozgrywki.

Dosłownie nie ma drugiej takiej gry o bezkręgowcach bijących się na planszy…

Ostateczny werdykt: Ślimaki urwały mi skorupę i sprawiły, że beczałem z zachwytu niczym jakaś superowca wystrzelona z ręki dżdżownicy liczącej na to, że dosięgnie ona celu schowanego za barykadą. Hallelujah!

Plusy

Totalna rozwałka
Niszczenie terenu
Dobra zabawa
Spory arsenał broni
Asymetryczne moce

Minusy

Niektóre drużyny umieją pływać
Czasami nic nie zrobisz jak nic nie zrobisz

[Współpraca reklamowa z Galakta]

Podobne Posty