|

Monster Hunter World

Wielka bestia rzuciła się na mnie zza kartonu. Chciałem uniknąć jej ataku, ale mój pasek staminy był zapełniony. Dlatego przez 2 tury nic nie robiłem…

…bo okazało się, że to mój kot, który po prostu domagał się głasków.

Zapraszam Was na recenzję Monster Hunter World The Board Game

Monster Hunter World to gra od 1 do 4 graczy, w której będziemy polować na gigantyczne plastikowe figurki. Po pokonaniu monstrów z ich trucheł stworzymy sobie lepszy ekwipunek by móc zawalczyć z jeszcze silniejszymi potworami. Wszystko to powtórzmy sobie tyle razy tak by w końcu zgładzić bestię z legend.

Tak w skrócie wygląda rozgrywka w Monster Hunter World. Specjalnie dla tej recenzji odpaliłem sobie gierkę na konsoli tak by lepiej przygotować się do tematu. Jak już robić research to na poważnie.

Ten tekst prawie by nie powstał. Bo byłem zbyty zajęty machaniem moim padem oraz oglądaniem animacji gotujących kotów…

Chłodny trop

By doszło do walki z bestią wpierw musimy ją wyśledzić. Cały ten proces zajdzie w quest booku. Niczym w książce paragrafowej będziemy chodzić po różnych lokacjach i dokonywać wielu „ważnych” wyborów. Choć wszystko sprowadza się do tego ile składników do craftowania możemy zebrać i ile czasu na to stracimy. W planszówce ta opcja jest naprawdę ograniczona, ale może to dobrze. Bo jak widziałem na konsoli te latające chochliki pokazujące mi co chwilę coś nowego to aż nie mogłem się powstrzymać. Kto by się temu oparł?

Jednak nieważne co wybierzemy bo i tak wszystkie drogi będą prowadzić do walki.

Znana bestia

Bestie będą szarżować, ziać ogniem, turlać się po pleckach i kłaść się na boczku niczym foczki na plaży. My będziemy symulować te ataki wydając dziwne odgłosy poruszając się na mapie z kółeczkami. Odgłosy ataków są opcjonalne, ale bez tego nie byłoby klimatu.

Każdy potwór atakuje trochę inaczej i ma dość charakterystyczne ruchy. Jagras to taki przerośnięty jaszczur, który nadyma swój brzuszek i pluje wodą. Tobi-Kadachi wkurzająco teleportuje się po planszy i żywiołowo macha swoim ogonkiem. Anjanath to duży T-Rex, który rozdeptuje wszystko na swojej drodze i czasami chuchnie ogniem. Rathalos robi to co smok lubi robić najbardziej.

Najważniejsze, że zawsze wiedzieliśmy z kim walczyliśmy jak dociągaliśmy kolejne karty ataków. Fajnie też oddają swoje konsolowe odpowiedniki. Choć w planszówce przynajmniej wiedziałem gdzie znajduje się mój łowca, a ogromny łeb tyranozaura nie zasłaniał mi połowy mojego ekranu.

Pod względem różnorodności przeciwników jest dobrze, choć chciałbym by było więcej bestii w pudełku. Mogli by nawet tak zrobić jak z Rathalosem, który ma 2 wersję, ale z 1 figurkę.

Wytrzymałość do bicia

Po aktywacji bestii przejdziemy do naszych łowców. Jak to bywa w takich grach czeka na nas zadawanie 1 do 2 ciosów i dramatyczny odskok Xem tak by nie dostać wpiernicz. Oczywiście zarówno uniki jak i ataki będą zużywać naszą wytrzymałość.

Tutaj muszę powiedzieć, że planszówka bardzo dobrze zaimplementowała ten system. Bo każdy z graczy dostanie taką cienką tekturową planszetkę, która lubi się wyginać. Na niej będziemy zagrywać nasze karty ataku. Posłużą one nam do wyprowadzenia ciosów, poruszania się po mapie oraz unikania ataków bestii.

Cały myk polega na tym, że na pasku wytrzymałości możemy zagrać tylko 5 kart. Karty zostaną na tym pasku tak długo aż nie zajdzie koniec naszej tury. Gdzie z reguły usuniemy jedną kartę, więc trzeba sobie zadać pytanie „do I feel lucky” i wyprowadzić jak najwięcej ciosów czy może zostawić miejsce na unik.

Nasze ataki oprócz obrażeń pozwolą nam nałożyć na bestię różne stany takie jak paraliż, ogłuszenie oraz truciznę. Coś co znamy z innych gier. Dodatkowo będziemy mogli zniszczyć poszczególne części ciała przeciwnika. Co będzie potrafiło osłabić jego ataki. 

Bardzo podoba mi się zarządzenie wytrzymałością w tej grze i tym co możemy zrobić w naszej turze. Jest ciasno i trzeba wiedzieć kiedy atakować, a kiedy krążyć wokół przeciwnika czekając na odnowienie naszej wytrzymałości.

Najważniejsze jest to, że walka jest dynamiczna i czuć, że ten plastik żyje na planszy. Hmm jakbym to gdzieś już pisał…

Zagraliśmy sobie też ze zmianami z Iceborna i muszę powiedzieć, że jest jeszcze lepiej. Zmiana jest taka, że możemy usunąć jedną kartę z paska wytrzymałości lub 2 zakryte czyli te użyte do uników lub poruszania się. Gra wtedy staje się trochę łatwiejsza, ale czuję, że przez to nie ma takich pustych tur. Od teraz będą tylko tak grał.

Non stop grind

Pokonaliśmy potwora to pora przejść do lootowania zwłok czyli standard sesji RPGowych.

Z zabitych bestii zdobędziemy składniki potrzebne do craftownia nowych zbroi oraz oręża. Nowo wytworzone bronie pozwolą nam zmienić skład naszej talii ataków oraz modyfikatorów. Choć nie nastawiajmy się na spore zmiany, bo z reguły będzie to tylko kart. Trochę szkoda, ale przynajmniej siła naszych ataków się zwiększy dzięki zmianie modyfikatorów ataku. Jest to coś takiego jak w Gloomhaven, ale tutaj przynajmniej trafimy za każdym razem.

Każda broń ma zupełnie inne karty ataku oraz swoje mechaniki. Łuk strzela z daleka i pozwala pokrywać strzały specjalnymi efektami. Walka mieczem i tarczą pozwala nam być w ciągłym ruchu oraz wzmacnia naszą obronę. Dwuręczny miecz jest wolniejszy, ale bije bardzo mocno. Dwa ostrza wyprowadzają szybkie cięcie. Każdą bronią walczy się trochę inaczej i jest to świetne. Choć nie możemy sobie ich tak swobodnie zmieniać jak na konsoli, bo wymagałoby to zebrania różnych składników.

Zbroje obniżą obrażenia od bestii oraz zaoferują nam pasywne zdolności. Warto wykuć kilka rodzajów pancerza, bo każdy rodzaj przydaje się na innego przeciwnika.

Ogólnie cały ten crafting oceniam dobrze. Może nie ma tylu opcji jak w innej grze o polowaniu na potwory, ale przynajmniej jest ten postęp.

Choć tutaj też wchodzi taki lekki grind jak to bywa w grach MMO. Bo po wygranej walce rzucimy kostkami licząc na dropnięcie poszczególnej części ciała danego monstrum. Czasami będzie trzeba zawalczyć kilka razy z tym samym przeciwnikiem by nam się udało. Dlatego warto niszczyć poszczególne części ciała bestii tak by łatwiej było nam coś wykuć.

Karty czasu

Mój największy zarzut do tej gry to karty czasu. Na zabicie bestii mamy określony czas. Przed polowaniem dowiemy się z ilu kart będzie składał się nasz timer. Podczas śledzenia potwora będziemy tracić kart z tej talii bez rozpatrywania ich zdolności. Jednak podczas walki na zakończenie tury łowcy dobierzemy jedną kartę czasu i przeczytamy jakie wydarzenie nam zaoferuje. Te wydarzenia są trochę z D. Bo są mega losowe i może być tam wszystko i nic. Moje ulubione to takie, które może zadać nam 2 obrażenia lub naszemu przeciwnikowi 5. Mamy na to 50/50 szans i o wszystkim zdecyduje rzut kostką. Już dwa razy to wydarzenia skradło mi fraga. Było to mało satysfakcjonujące.

Tutaj też zagraliśmy z oficjalnymi zmianami i zwiększyliśmy szansę na negatywny efekt dla Bestii do 2/3. Niby mała zmiana, ale cieszy.

Instrukcja

Instrukcja do gry jest dobrze napisana i posiada wiele przykładów. Nawet są obrazki. Za to duży minus za brak podpowiadajek co do statusów jakie możemy sprzedać potworami i jakie on może zaprezentować nam. Musiałem druknąć sobie takie player aidy z BGG. Polecam.

Same zasady gry są proste i jak na grę o polowanie na wielkie bestie jest dość lightowo, ale to akurat dobrze. Prawie piwo i precle.

Jakość i komponenty

Monster Hunter ma świetne figurki potworów. Mają masę detali i robią ogromne wrażenie na planszy. Szkoda tylko, że był dość duży problem ze złożeniem skrzydeł smoka. Bo po prostu nie pasowały do wejścia. Dlatego 40-50 sekund namaczania w ciepłej wodzie i mamy to. Zdecydowanie polecam tą metodę niż skrobanie plastiku nożem modelarskim.

W pudełko dostajemy też kości, tokeny i setki kart. Jest tego dość sporo. To fajnie by było gdzieś to przechować. Pamiętacie jak pisałem przed chwilą o skrzydłach smoka? To żeby schować go do pudełka to trzeba rozłożyć te skrzydła. Idealnie rozwiązanie dla osób lubiących malować. Przy okazji karty w koszulkach też nie mieszczą się w insercie. To chyba mój największy zarzut dla Monster Huntera pod względem komponentów. A nie poczekaj. Bo mamy jeszcze planszetki staminy, który były dość mocno wygięte w moim egzemplarzu. Specjalnie też nic nie pisałem o ilustracjach na kartach. Bo ich po prostu nie ma.

Skalowanie i czas rozgrywki

Od razu rzucę ważne info, że Monster Hunter na planszy dobrze działa solo. To było dość ważne dla mnie, bo akurat szukałem gierki o polowaniu na wielkie bestie, która dobrze działa na samotną grę. Wtedy gramy dwoma łowcami na raz i ich obsługa jest naprawdę łatwa.  Nawet żona może dołączyć do mnie w każdej chwili bez robienia jakiegoś specjalnego przygotowania.

Na dwóch graczy na pomoc przyjdą nam kocie Palico. To takie małe urocze pomocniki, które zaoferują nam jednorazową zdolność podczas starcia. Niektóre z nich potrafią być naprawdę mocne. Szczególnie ten z niszczeniem części ciała bestii.

Ogromny plus dla Monster Hunter, że przygotowanie do rozgrywki jest bardzo szybkie. Rozkładamy planszę, ustawiamy potwora, odliczamy karty czasu, bierzemy nasze decki i już możemy grać. Samo starcie z bestią też jest bardzo szybkie. Miłe zaskoczenie biorąc pod uwagę inne boss battlery.

Podsumowanie

Monster Hunter World to jest właśnie taka gra jaką szukałem. Bo oferuje mi szybkie kooperacyjne starcia, które mogę sobie rozegrać na totalnym luziku. Siadam sobie do gierki, szybko ją rozkładam i dosłownie gram. Największym plusem oczywiście są te różnorodne bestie, z którymi się mogę zmierzyć.

Żonie też się gra bardzo podoba i to jest najważniejsze. Nawet sama mnie dopytuje kiedy w to zagramy ponownie.

Ostateczny werdykt: Bestia znaleziona i żona zadowolona

Plusy

  • Żyjący plastik
  • Dynamiczne i szybkie starcia
  • Rozwijanie oręża oraz zbroi
  • Słodkie Palico
  • Proste zasady
  • Dobrze działa solo

Minusy

  • Karty czasu są dość losowe
  • Za bardzo nie rozwiniemy naszej talii ataków
  • Karty w koszulkach nie mieszczą się w insercie
  • Skrzydła złóż to sam
  • Brak podpowiadajek co do stanów

Podobne Posty