|

Królewski Trakt

Dzień bobry, zapraszam Was dzisiaj na podróż po Królewskim Trakcie. Pora zsynchronizować bobromierze, aby policzyć nasze łapki.

W Królewskim Trakcie wcielamy się w ruchliwe bobry, których zadaniem jest zbudowanie nowego mostu dla Królowej Bobrosławy. Aby wznieść tę konstrukcję, będzie trzeba zebrać odpowiednie materiały, zatrudnić rzemieślników oraz zbudować pomocnicze budowle.

Po 4 rundach wędrówki wyłonimy zwycięzcę tego konkursu, czyli bobra, który najlepiej zainwestował swoje kroki.

Jak to w prawdziwym życiu bywa, królowa jest tylko jedna, a mostów mamy 7. I tu właśnie wchodzi twist tej gry taki, że każdy most możemy przekroczyć tylko raz na rundę. Podobnie jak w dylemacie siedmiu mostów Bobersberga oraz w organizowaniu zwiedzania przez moją żonę, bo żadna z tych osób nie lubiła chodzić tą samą ścieżką.

Co sprawiło, że warto było zapuścić Bobra w Królewskim Trakcie:

Po pierwsze, zaimplementowanie dylematu siedmiu mostów sprawia, że gra staje się bardziej strategiczna. Musimy myśleć dosłownie nad każdym ruchem, tak aby nie zablokować się na przyszłe tury. Jak graliśmy, to często mogłem zaobserwować, jak moi współgracze symulowali sobie ruchy i na głos liczyli każdy krok. Niby wydawało się to śmieszne, ale przecież ja też tak robiłem! Chociaż nawet gdybyśmy się pomylili, to zawsze mogliśmy wezwać balon, który mógł pomóc nam z ruchem. Czyli nikt nie mógł nas zrobić w balona…

Kolejnym plusem Królewskiego Traktu jest to, że gra wymaga od nas odpowiedniego zarządzania gotówką, głównie ze względu na to, że po każdym ruchu musimy kupić kartę. A jak nas nie było stać, to musieliśmy udać się na drzemkę. Fajnie, że za spanie dostaniemy kasę niczym jakiś patostreamer, ale przez to zdobędziemy mniej kart. Biorąc pod uwagę, że podczas całej gry mamy tylko 16 akcji, to jednak warto nie przesypiać naszych tur.

To, co na pewno budziło w nas wielkie emocje, to fakt, że trzeba było się dwoić i troić, aby nasz skarbiec nie świecił pustkami. W tym pomagało nam zwiększanie dochodu, inwestowanie w bobrocoiny oraz udawanie się na birdwatching, czyli takie hobby dla millenialsów blisko czterdziestki…

Bardzo też podoba mi się to, że odwiedzając różne ptaki, trzeba wybrać na to odpowiedni moment. Bo niektóre z nich zapewnią więcej gotówki, jeśli odwiedzimy je szybko, a inne, gdy zrobimy wcześniej więcej kroków. Co jeszcze bardziej wpływało na planowanie naszych ruchów.

Zapraszanie rzemieślników oraz budowanie konstrukcji jest mega satysfakcjonujące. Obydwie opcje potrafią zwiększać nasz dochód, który otrzymujemy na początku rundy. Jest wiele zależności pomiędzy poszczególnymi gildiami i właśnie to rozbudowywanie naszej planszetki sprawia, że chętnie wracałem na ten trakt. Dodatkowo ulepszanie kafelków akcji sprawiało, że planowanie moich ruchów wchodziło na wyższy poziom.

Co tamowało mój entuzjazm:

Po pierwsze to taka mała rzecz, ale chodzi mi o sposób w jaki wsuwamy karty nad naszą planszetką. Im więcej kart zakupimy w danej gildii tym większy syf zrobi się w naszym poletku. Bo tak by widzieć ich symbole musimy cały czas wszystko przestawiać. Nie jest to może jakieś uciążliwe, ale sprawiało, że nie było bobrze.

Kolejny minus z takich małych to fakt to szkoda, że mamy tak mało dostępnych mostowych celów. Ja wiem, że są one dwustronne, ale w większości przypadków na drugiej stronie mamy to samo tylko ze zwiększonymi wymaganiami. Po tych 5 rozgrywkach miałem takie silne wrażenie dejavu kiedy rywalizowaliśmy o spełnienie tych celów. Sytuację ratują przychylności królowej, których punktacja jest bardzo różnorodna i przez to patrzyłem przychylniej na przyszłe ekspedycje po mostach bobrolestwa.

Rodzaje dostępnych kart gildii na planszy rozkwitały trochę w randomowy sposób przez co ciężej było skompletować sety. Szczególnie przy 4 graczach gdzie pula dostępnych kart rotowała dość często. Częściej można usłyszeć narzekania graczy w stylu: „ty chamie i prostaku dlaczego zabrałeś mi tę kartę?” koniec cytatu. Prowadziło do tego, że ciężej było zrealizować cele mostów z kwiatkami oraz bobrami. W ogóle punktacja na koniec gry jest dość nieintuicyjna biorąc pod uwagę to, że znacznik surowca musimy przekroczyć rzeźbę, później mnożymy karty przez liczbę gwiazdek itp. Zdecydowanie wymagało to ponownej wycieczki na trakt tak by gracze zrozumieli te zależności pomiędzy rzeźbami a surowcami.

Grafika oraz Jakość

Graficznie wygląda to jak taki piękny klon Everdella I moim zdaniem to jest mocno na plus. Pod względem komponentów też jest super. Meepelki mają nadrukowane ilustracje, planszetki mają wyżłobienia na surowce i ogólnie biorąc całą zawartość jestem pod wielkim wrażeniem.

Czas rozgrywki i liczba graczy

Podróżowanie Królewskim traktem jest mega błyskawiczne. Na dwóch graczy to gramy niecałą godzinkę. Na więcej bobrów też jest bardzo szybciutko. Dlatego za długo nie zapuścimy tu naszego bobra.

Liczba graczy głównie wpływa na przemiał dostępnych kart oraz czas rozgrywki. Choć i tak w każdej konfiguracji grało mi się dobrze.

Podsumowanie

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem tego bobra, myślałem, że to kolejna gra ze słodkimi zwierzętami. Na pewno nie spodziewałem się takiego bydlaka, który sprawiał, że musiałem się zastanowić nad każdym moim krokiem. Jednak właśnie ten dylemat siedmiu mostów sprawiał, że moja bobrza kielnia pracowała z ekscytacji. Dodatkowo uwielbiam ciasną ekonomię w grach i to właśnie ona pociągała mnie najbardziej, kiedy ponownie zapuszczałem się na Królewski Trakt.

Ostateczny werdykt: Królewski Trakt jest bardzo bobry.

Plusy
Planowanie każdego ruchu
Dylemat 7 łapek
Świetne wykonanie
Ciasna ekonomia
Kombowanie kilku rzeczy na raz

Minusy
szkoda, że jest tak mało celów
Wsuwaj karty, ale z rozwagą

[Współpraca reklamowa z IUVI Games]

Podobne Posty