|

Horizon Forbidden West Seeds of Rebellion

Czym można pokonać kilkutonowego Mecha-Mamuta?

a) Prymitywnym łukiem
b) Garścią kości
c) Siłą przyjaźni
d) Wszystkie odpowiedzi są prawidłowe

Niezależnie od tego, którą opcję wybraliście to zapraszam do recenzji, która poszerzy Wasze horyzonty.

Beyond the board game Horizon

Horizon Forbidden West Seeds of Rebellion to gra kampanijna, która zabierze nas do świata opanowanego przez mechaniczne bestie. Wcielimy się w niej w drużynę dzielnych Marszałków, których zadaniem jest odkrycie tajemnicy znikających ludzi oraz źródła korupcji toczącej maszyny.

Rozgrywka podzielona jest na dwie fazy. W pierwszej z nich skupimy się na poznawaniu historii naszej drużyny oraz dokonywaniu istotnych wyborów fabularnych. To tutaj rozwiniemy nasze postacie i odwiedzimy liczne lokacje znane z konsolowego pierwowzoru.

Warstwa narracyjna każdego rozdziału kulminuje w fazie starcia. Przeniesiemy się wtedy na arenę, by zapolować na potężne maszyny. Do ich zgładzenia wykorzystamy pułapki, strzały, włócznie oraz siłę przyjaźni, która będzie spotęgowana przez naszą wzajemną kooperację.

Forbidden Historia

Fabułę gry będziemy poznawać czytając paragrafy z książki fabularnej. W niej będziemy też dokonywać wielu wyborów, które pozwolą nam obierać różne ścieżki podczas rozwiązywania questów. Zapewni nam to różne bonusy oraz przewagi w fazie starcia.

Najciekawszym elementem warstwy fabularnej są testy umiejętności. Do ich wykonania wykorzystujemy tę samą pulę kości, co w walce. Księga precyzuje liczbę sukcesów potrzebnych do zdania testu, ale to my decydujemy, iloma kośćmi rzucimy.

Jest tu jednak pewien haczyk, bo użyte kości zostają zablokowane do końca danego rozdziału. Im więcej ich użyjemy na początku, tym trudniej będzie nam zaliczyć kolejne wyzwania. Jeśli pula się wyczerpie, każdy następny test kończy się automatyczną porażką, co przynosiło bolesne konsekwencje dla naszej drużyny. Każdy test budził napięcie i często dyskutowaliśmy ze sobą jakich kości użyjemy do danego testu.

Fabułę oceniam bardzo dobrze, bo fajnie wprowadziła nas w klimat Horizona. Szczególnie przypadły nam do gustu wstawki z komentarzami bohaterów. Dzięki czemu mogliśmy lepiej się wczuć w ich historię oraz wydarzenia, które ich spotkały.

Lekki niedosyt pozostawił jedynie finał. Gra oferuje trzy zakończenia, jednak przyznam szczerze, że epilogi niewiele różniły się od siebie. Trochę nas to zawiodło. Szczególnie, że spędziliśmy wiele godzin by ukończyć całą kampanię.

Modyfikacja postaci

W trakcie fazy fabularnej będziemy regularnie rozwijać członków naszej drużyny. Gra pozwala nam ulepszać uzbrojenie, kupować nowe pancerze oraz wzbogacać talie o dodatkowe karty akcji.

W tym miejscu twórcom należą się gromkie brawa, ponieważ system modyfikacji jest niezwykle rozbudowany. Możemy dowolnie zmieniać broń i montować w niej ulepszenia, co realnie wpływa na nasz styl gry. Sam zacząłem kampanię postacią nastawioną na skradanie się w gęstych trawach, by z czasem założyć ciężki pancerz, który pozwolił mi przyjmować na siebie główny impet ataków wroga.

Karty akcji, które dodamy do naszych talii też mocno wpłyną na nasze ataki oraz możliwości. Jest naprawdę wiele możliwości do modyfikacji naszych postaci. Dla mnie to kolejna mocna strona tej gry.

Budowanie puli kości

W cyfrowym pierwowzorze walka była po prostu epicka. Nie polegała na bezmyślnym strzelaniu, lecz na metodycznym osłabianiu przeciwników poprzez odstrzeliwanie ich komponentów. Nakładanie różnych stanów sprawiało, że nasze ataki stawały się zabójczo skuteczne, a cała mechanika tworzyła satysfakcjonujące synergie.

Bardzo podobne możliwości otrzymujemy w wersji planszowej. Nasi przeciwnicy często posiadają pancerz, który warto zniszczyć w pierwszej kolejności, by zwiększyć siłę naszych uderzeń. Demontowanie elementów maszyn nie tylko je rani, ale realnie osłabia ich potencjał bojowy. Dodatkowo możemy nakładać na wrogów stany, które znacząco ułatwiają nam późniejsze rzuty kośćmi.

Sama mechanika starć przywodzi mi na myśl Massive Darkness 2. Podczas wyprowadzania ataku budujemy pulę kości, której skład zależy od używanej broni. Do rzutu możemy dołożyć karty z ręki, które dodają kolejne kości, pozwalają na przerzuty lub aktywują potężne efekty specjalne. Wszystko łączy się ze sobą zapewniając ogromną satysfakcję jak wyprowadzimy taki atak, że zoneshotujemy wroga.

Choć nie przyzwyczajajmy się, że będzie tak łatwo. Nasi wrogowie w końcu nie są tylko plastikowymi workami na nasze obrażenia. Każdy z nich ma swoje zachowania oraz ataki specjalne. Podobnie też jak w grze będziemy mogli odczytać ich zamiary sprawdzając rewers ich kart aktywacji.

Kolejną rzeczą, która mi się podoba w Horizon Seeds of Rebellion to fakt, że walka jest bardzo dynamiczna. Będzie wymagała od nas ciągłego ruchu i zajmowania dogodnych pozycji do ataku. Szczególnie biorąc pod uwagę, że będziemy mieli specjalne pola modyfikujące nasze ataki oraz obronę.

Same starcia nie polegają tylko na wyczyszczeniu mapy z wrogów. Każde walka była urozmaicona dodatkowymi zasadami oraz celami do spełnienia. Zdecydowanie nie było to schematyczne tak jak jestem przyzwyczajony do takich gier. Pojedynki z bossami też wynosiły wszystko na nowy poziom. Oj, mega się natrudziliśmy by zdpsować te potężne bestie. Jednak jak już się to udało można było usłyszeć odgłos głośnej piony przybijanej przy naszym stole.

Przed walką mogliśmy też rozstawić pułapki oraz sprawdzić drogę patrolu naszych wrogów. Chociaż nie mogliśmy tu stackować 15 lin wybuchających licząc na odgłos niezadowolenia Thunderjawa to i tak działało to bardzo fajnie.

Jedynym minusem systemu walki jest fakt, że poziom trudności starć bywa mocno uzależniony od rzutów kośćmi. Zdarzały się sytuacje, w których kilka krytów z rzędu oraz udany rzut na command token sprawiały, że główny boss padał niemal natychmiast.

Niestety, ta losowość działała w obie strony. Gdy potężny mamut posłał w moją stronę pocisk za 12 punktów obrażeń, a na moich kościach obrony wypadły same blanki, nie pozostało mi nic innego, jak tylko przyglądać się dalszej grze mojej żony. Co prawda na wyniki rzutów możemy wpływać za pomocą kart, ale mimo wszystko trzeba być przygotowanym na takie skrajne scenariusze.

Horizon klimatu

Z Aloy spędziłem na konsoli dziesiątki godzin, poznając jej historię i platynując kolejne podejścia. Zaliczyłem nawet te głupie challenge, które przetestowały moją cierpliwość oraz wytrzymałość moich kciuków. Najważniejsze jednak jest to, że w planszówce po prostu czuć klimat Horizona. To zasługa świetnie zaprojektowanej walki, która wiernie oddaje ducha starć z wersji cyfrowej. Fabuła też fajnie spaja wszystko, przedstawiając wydarzenia związana z drugą częścią gry. Mimo iż nie spotkaliśmy tu mojej ulubionej rudowłosej wojowniczki to i tak bawiliśmy się świetnie w świecie mechanicznych bestii.

Jakość oraz Komponenty

Kojarzycie memy z cyklu „oczekiwania kontra rzeczywistość po zakupach na Temu”? Muszę przyznać, że z nowym Horizonem mam podobne odczucia. Powiedzmy sobie szczerze, że figurki mogłyby wyglądać odrobinę lepiej, a mniejsi przeciwnicy mogliby być nieco więksi. Choć na bossów to nie będę narzekał, bo rozmiarem prawie dorównują mojemu kotu. Szkoda tylko, że figurki bohaterów są tak małe, iż malowanie ich mija się z celem. Detale na modelach również pozostawiają sporo do życzenia.

Sam insert także wymagałby dopracowania. Co z tego, że bez problemu upchniemy w nim figurki i kości, skoro nie zmieścimy wszystkich kart w koszulkach? Ostatecznie udało mi się zakoszulkować jedynie karty postaci. W pudełku znajdziemy też przegródki mające oddzielać poszczególne rodzaje kart, ale są one tak małe, że giną w gąszczu talii, zupełnie nie spełniając swojej funkcji. To po prostu zły design.

Problematyczne bywa też wyciągnięcie tego ogromnego węża, bo haczy on o mechanicznego mamuta i muszę robić to pod kątem. Nigdy nie sądziłem, że napisze takie zdanie, ale jak widać poszerzam moje horyzonty.

Na sam koniec zostawiłem najgorszy komponent gry. Chodzi mi o planszetkę alarmu, która jest tak cienka jak kartka papieru. Jest też niepotrzebnie tak duża, bo mogłaby zostać zmniejszona o połowę. Dla mnie jest to absurd i zdecydowanie wygrywa w kategorii najgorszy możliwy komponent w grze ever.

Bonus

W podstawce Horizona oprócz możliwości rozegrania kampanii dostajemy też jeszcze kilka dodatkowych trybów rozgrywki. Będziemy mogli zawalczyć pomiędzy sobą, a nawet czeka na nas drużynowa wersja trybu capture the flag. Czyli po przejściu gry mamy jeszcze co robić.

Podsumowanie

Obiecałem sobie, że nie będę już pisał tak długich recenzji, ale w przypadku Horizona po prostu nie mogłem inaczej. Zaraz po Wiedźminie to moja ulubiona seria gier, dlatego podsumowanie będzie krótkie.

Epickie walki, strzały, pułapki, kości, karty, fabuła, klimat, wybory, różnorodne scenariusze to wszystko na OGROMNY PLUS. Jedynie te figurki mogłyby być lepiej wykonane, ale tak to już jest ze wspieraczkami, bo nigdy nie wiesz co do ciebie przyjdzie.

Ostateczny werdykt: Horizon Forbidden West Seeds of Rebellion wciąga bardziej niż szczęki Widemawa!

Podobne Posty