|

Andromedas Edge

Co kryje się za krawędzią Andromedy?

Andromeda’s Edge zaoferuje nam odkrywanie tajemnic galaktyki Andromedy. W trakcie rozgrywki będziemy zwiedzać nowe planety, rozbudowywać flotę, stawiać kosmiczne instalacje, rozwijać tableau modułów, wspinać się na euro torach oraz walczyć z innymi graczami i kosmicznymi najeźdźcami.

Jednak mimo iż brzmi to całkiem ameri to tak naprawdę euras połączony z lekkim trashem. Co więcej, nie jest to tylko śmieciowe wplecenie głupich losowych mechanik charakterystycznych dla tego gatunku(pozdro dla Marka). W Andromeda’s Edge zostało to podane w bardzo zgrabnej formie, a w tej recenzji opowiem Wam, jak to wszystko śmiga.

Dlaczego warto było stanąć na krawędzi:

Po pierwsze, uwielbiam asymetryczność, jaką serwuje mi Andromeda. Mamy aż 11 frakcji różniących się specjalnymi zdolnościami oraz ulepszeniami statków. Te umiejętności potrafią mocno wpływać na naszą rozgrywkę i nakierowują nas na to, na czym powinniśmy się skupić. Welden Forgefolk będą zbierać moduły, frakcja Pulsewar Refugees skupi się na zagrywanie kart taktyki, a Plutonian Empire zaskoczy nas mechanicznie swoim zegarem.

Ostatnio zauważyłem, że pojawił się trend łączenia gier euro z mechanikami ameritrashowymi. Muszę powiedzieć, że bardzo mi się to podoba. Nadaje to suchym eurasom nieco klimatu oraz tej lekkiej nutki ekscytacji, której szukam w takich grach.

Podstawową mechaniką Andromedy jest worker placement. Fajnym urozmaiceniem jest jednak to, że akcje wykonujemy naszymi statkami. Jednostki te możemy też modyfikować i to jest właśnie ten fajny twist Andromedy. Najciekawsze jest to, że każdy z graczy dysponuje zupełnie innymi opcjami rozwoju. Nagle okazuje się, że mogę polecieć bezpośrednio do strefy konfliktu albo wykonać daleki skok. W każdej rozgrywce zyskamy dostęp do innych usprawnień, co mocno wpływa na regrywalność Andromedy. Dodatkowo na dynamikę podboju galaktyki wpływa też układ kafelków, obecność gwiezdnych najeźdźców oraz cele, z jakimi możemy zagrać.

Moim zdaniem walka również wypada na plus. Może to trochę kontrowersyjny take, biorąc pod uwagę jej losowość. Wyobraźmy sobie sytuację: masz 3 statki i rzucasz 6 kośćmi, a przeciwnik ma tylko 1 transportowiec i rzuca 1 kością to i tak możesz przegrać. Jednak nie jesteśmy całkowicie zdani na ślepy los. Po pierwsze, liczba statków wpływa na nasze przerzuty. Do tego możemy zagrać karty taktyki, które też wpłyną na ostateczny rezultat. W tym pomogą nam też zdolności jednostek. Przez to każdemu starciu będzie towarzyszyła ta nutka niepewności i zawsze będziemy mieli szansę na wygraną.

Jednak największym atutem kosmicznych bitew jest to, że gra nas do nich motywuje/zmusza. Przestrzeń na kafelkach jest ograniczona, a przecież chcemy kupować nowe moduły do naszej bazy. Dlatego często nie będziemy mieli wyjścia i po prostu stoczymy walkę. Do starć zmotywują nas także neutralni najeźdźcy, których zdolności modyfikują nasze statek placement. Szczególnie podoba mi się Kraken, który przyciąga graczy z sąsiednich kafelków prosto na pole bitwy. Niektórym się to nie podobało (pozdro dla Marka).

A jakie są konsekwencje przegranej? W zasadzie żadne. No, okej, statek trafi do scrapyardu, ale i tak go odzyskamy. Co więcej, za przegraną i tak dostajemy kartę taktyki lub zasoby z księżyca. Żyć nie umierać! Istnieje nawet frakcja, która za porażkę wspina się na torze supremacy. Można więc śmiało powiedzieć, że przegrana wcale nie jest taka straszna.

Kolejną i moim zdaniem najciekawszą rzeczą jest możliwość rozbudowywania naszego tableu modułów. Stanowią one prawdziwą siłę napędową Andromedy, bo zapewniają zasoby, punkty na koniec gry i inne bajery. Każdy rodzaj modułu działa nieco inaczej, a aktywujemy je, gdy nasze statki wracają z planszy. Im więcej modułów posiadamy, tym większe benefity możemy zgarnąć. Rozbudowywanie tego tableu daje niesamowitą satysfakcję, a zastrzyk surowców jaki zapewniają napędza nas do dalszego grania. Działa to po prostu świetnie i obok sporej dawki asymetrii jest to dla mnie najlepszy aspekt Andromeda’s Edge.

Co mnie trochę odwiodło od krawędzi:

Moduły są świetne, prawda? A obserwowałeś gracza, który przez kilka minut układa swoje statki do ich aktywacji po czym co chwilę zmienia zdanie? W większości przypadków, gdy ktoś to robi, to można grać dalej. Jednak jeśli jego moduły zapewniają wszystkim graczom surowce, może to nieco zmienić nasze plany. Dlatego trzeba być cierpliwym.

Wcześniej wspominałem o kartach taktyki. Wiele z nich potrafi nieźle namieszać w sytuacji na planszy. Problem polega na tym, że otrzymujemy je w dość losowy sposób. To, czy dany efekt okaże się dla nas przydatny, zależy wyłącznie od rodzaju karty, a te dzielą się na bojowe oraz ekonomiczne. Chodzi o sytuację, w której potrzebujesz zasobów, a zamiast tego dobierasz trzy karty walki, które w danym momencie są Ci zupełnie zbędne. Oczywiście nic się nie zmarnuje, ponieważ karty same w sobie mogą służyć jako surowce. Jednak sam moment dobierania ich bywa frustrujący, bo nigdy nie wiemy, co trafi na naszą rękę.

Można było to rozwiązać znacznie lepiej, tak jak ma to miejsce na przykład w Revenant. Tam mamy trzy osobne stosy ułożone według konkretnych rodzajów i wiemy na przykład, że dobierzemy ulepszenie fregaty, tyle że niespodzianką pozostaje jej dokładny efekt.

Druga sprawa to potężny rozstrzał w sile samych kart taktyki. Są wśród nich zarówno słabe karty, jak i takie, przy których człowiek łapie się za głowę z wrażenia, patrząc na benefity rywala. Spektrum nagród jest ogromne, przez co gra bywa momentami nieuczciwa. Life is brutal and full of taktikas.

Liczba graczy i czas rozgrywki

Po pierwsze, liczba graczy mocno wpływa na zwiedzanie Andromedy. Przy 4 graczach konflikty występują częściej, a najeźdźcy są bardziej zachęceni do… najeżdżania. Jest po prostu lepiej. W wariancie dla dwóch graczy jest luźniej, bo każdy może sobie latać tam, gdzie chce, a jeśli najeźdźca schowa się w rogu, możemy go nawet nie spotkać.

Co do czasu rozgrywki, słyszałem, że w Andromedas Edge gra się dość długo. Niektórzy wspominali nawet o 4 lub 5 godzinach. To chyba z przerwami na obiad w restauracji oddalonej o kilka kilometrów. Przy 4 graczach wszystko schludnie zamyka się w 3 godzinach, a może nawet szybciej, i jest to czas naprawdę dobrze spędzony. Kolejnym plusem jest to, że możemy sobie regulować długość rozgrywki, wybierając próg jej zakończenia.

Nieco inaczej ma się sprawa z czasem potrzebnym na rozłożenie i złożenie gry. Przez tę masę elementów trochę to potrwa. Nie jest to oczywiście poziom Voidfall, ale na pewno nie nudziłem się podczas tych 30 minut potrzebnych na przygotowanie się do startu.

Jakość i komponenty

Kontynuując wątek komponentów to pewnie myślicie, że można je zgrabnie ułożyć w pudełku? Otóż nie. Znajdziemy tu jedynie namiastkę przegródki, która pomieści kafelki ulepszeń oraz karty. Na lepszą organizację niestety nie mamy co liczyć.

Możemy za to liczyć na wygląd gry, który prezentuje się naprawdę kosmicznie. Kolorowe stateczki zachwycają barwami, tekturowi najeźdźcy wyglądają po prostu cool, a ich podstawki w żaden sposób nie psują ich wyglądu. Okładka przyciągnęła mój wzrok już przy pierwszym kontakcie. Miodzio.

To, co nieco psuje te pozytywne odczucia, to płaskie planszetki graczy oraz rozmiar niektórych kafelków. Czasami powierzchnia była zbyt mała, gdy na jednym fragmencie musieliśmy zmieścić statki kilku graczy oraz duży stand najeźdźcy. Ten kosmos jest za mały na nas czterech.

Podsumowanie

Kojarzycie taką babeczkę, która mówi w filmiku, że zdała studia, a później na końcu budzi wszystkie złudzenia i mówi, że to tak naprawdę jest Corn pisane P? Takie same uczucia mam co do Andromeda’s Edge. Bo to tak naprawdę jest to euro z namiastką ameritrashu. Jednak byłem psychicznie na to przygotowany. Wiedziałem na co się piszę i musze powiedzieć, że to był jeden z lepszych zakupów planszówkowych jaki zrobiłem.

Nawet zastanawiam się dlaczego tak późno zreflektowałem się na taki krok. Bo Andromeda’s Edge ma wszystko to co lubię czyli asymetryczne frakcje, rozbudowywanie silniczka, kilka dróg do zwycięstwa, losowe walki oraz wiele innych zmiennych, które pozytywnie wpływa na rozgrywkę.

Muszę też powiedzieć, że ostatnio miałem okazję ogrywać Revenant i jakoś udzieliło mi się to pozytywne nastawienie do gier łączących mechaniki euro z ameritrashowym stylem rozgrywki. Andromeda’s Edge, podobnie jak Revenant, łączy te dwa światy, dzięki czemu mocno trafiła w moje gusta i bardzo chętnie będę zwiedzał krawędzie jej galaktyki.

Ostateczny werdykt: Warto było stanąć na krawędzi dwóch światów w Andromeda’s Edge.

Plusy
Asymetryczne frakcje
Euro-Ameri mix
Statek placement
Motywacja do walki
Przegrana nie boli
Budowanie modułów
Regulowany czas rozgrywki

Minusy
Losowa taktyka
Wrzuć wszystko do worka
Płaskie te planszetki

[samo zakup]

Podobne Posty