PYRKON 2026

Jakie są Wasze wrażenia po Pyrkon 2026 ?

Sobota była dla mnie ostatnim dniem festiwalu dlatego pora to wszystko podsumować.

Jednak zanim do tego przejdę opowiem Wam co wydarzyło się w najgorętszy dzień imprezy.

Poranek rozpocząłem od rozgrywki w Malediction . Już od dłuższego czasu chciałem spróbować w tego skirmishka. To takie Underworldy połączone z Warcry, które głównie skupiają się na walce. Było szybko, brutalnie oraz krwawo czyli tak jak lubię najbardziej. Bawiłem się świetnie i kto wie całkiem możliwe, że gra pojawi się u mnie na stole.

Później nastała pora na zwiedzanie lego oraz robienie krindżowych zdjęć z Gosią, Board Game Tales oraz Bla Bla Miniatures (jako gość specjalny).

Następnie udałem się spotkać z PlanszOmAniacy którzy okupowali stanowisko Ravensburger. Złożyliśmy naszą grupę z meeplów Transgalactika i coś z tego wyszło. Pomogłem też innym graczom rozwiązać sprawę Cold Case dosłownie tylko siadając do stołu.

Później szybki powrót do hali nr 6 na pogaduchy i na Conquest Para Bellum Games,

Do rozgrywki wybrałem opcję skirmishową gdzie mój Park Jurajski zmierzył się z konserwami na koniach. Dzięki ostrym zębom oraz mojemu personalnemu trenerowi bez problemu otworzyłem je i spałaszowałem wnętrzności.

Najlepszą atrakcją Pyrkonu okazała się gra questowa, w której musiałem przeprowadzić Warhammerowe śledztwo by odkryć czy alchemik Johann Albrecht jest winny herezji. Zabawa polegała na tym by odwiedzić 4 różne lokacje na Pyrkonie i znaleźć tam jak najwięcej wskazówek oraz przepytać npców. Starałem się wykorzystywać jak najlepsze opcje dialogowe by zdąrzyć rozwiązać sprawę. W końcu jak w dobrym serialu kryminalnym mialem na to 48 godzin(tak naprawdę 2 godziny). Wydaje mi się, że wiem co się tu odjaniepawliło, ale poczekam na oficjalne rozwiązanie od Skrajnie Poczytalny.

Taką wisienką na Pyrkonowym torcie była sesja Dragonbane Black Monk Games organiziwana przez mojego trenera Sebastiana. Grałem z naprawdę świetną ekipą, z którą wajbowaliśmy od samego początku. Granie jako kaczy mag sprawiło mi kupę radochy. Dzięki posyłaniu piorunów z moich łapek mogłem krzyknąć I HAVE UNLIMITED KWAK !!

Znalazła się jeszcze chwila na posłuchanie Lordiego, a później szybki powrót by zdążyć przed burzą.

Podsumowując ten Pyrkon mogę powiedzieć, że bawiłem się rewelacyjnie, a jak zawsze była to zasługa ludzi i kaczek z którymi byłem. Bo jak masz z kim człapać to zawsze będzie raźniej.

Podobne Posty