|

Slay The Spire

W Slay the Spire mam przegrane setki godzin zarówno na konsoli jak na pececie. Byłem mocno wciągnięty i zawsze jak grałem to czułem ten syndrom jeszcze jednej walki.

Czy dla wersji planszówkowej też warto było zarwać nockę?

Wspinaczka na Iglicę

Slay the Spire to historia naszej wspinaczki na tytułową Iglicę w celu ubicia finalnego bossa. Rozgrywkę zaczniemy na samym spodzie tej wieży. Wspinając się na kolejne piętra będziemy musieli pokonywać nowych wrogów, spotkają nas różne wydarzenia, udamy się na małe zakupy oraz będziemy mogli odpocząć w celu odzyskania siły. Na szczycie każdego piętra będzie czekał na nas potężny arcywróg. Będzie on testem dla naszych zdolności budowania talii oraz wszystkiego co zrobiliśmy na danym poziomie

Padłeś powstań

Dlatego trzeba sobie odpowiednio zaplanować wędrówkę, która będzie najbardziej optymalna. Bo kiedy przegramy jakąkolwiek walkę to musimy zacząć naszą wspinaczkę od nowa.

Jednak tutaj gra korzysta z rozwiązań znanych i lubianych rogalików. Padłeś, powstań i zacznij wszystko od nowa. Mimo iż nie powiodło się nam to nadal odblokujemy zawartość do naszych przyszłych podejść. Ona powinna nam pomóc, ale wiadomo różnie to bywa.

Deck building

Główną cechą Slay the Spire jest mechanika budowanie naszej talii. Nie wiem czy Wam też nie zrobiło się gorąco jak wspomniałem o deck buildingu?

Na początku rozgrywki zaczniemy z podstawą talią kart. Pokonując kolejnych wrogów zdobędziemy nowe karty do naszej talii i nawet ulepszymy te karty, które już posiadamy. Cały myk będzie polegał na tym by zrobić to właściwie i znaleźć jak najwięcej synergii pomiędzy naszą postacią, a nowymi możliwościami.

Niestety nie możemy sobie tak 100% zaplanować jakie karty trafią do naszej talii. Musimy dostosować się do tego co zbierzemy po drodze i tego co zaoferuje nam loot z pokonanych mobów. Jest to trochę losowe, ale też lekko wymusza na nas przyjmowanie różnych buildów i testowanie nowych strategii.

Czterech Slayów

W Slay the Spire mamy dostępnych 4 różnych bohaterów. Każdy z nich posiada własne mechaniki oraz talie do rozbudowania.

Ja zawsze zapominam ich imiona więc wybaczcie za nazwy własne.

Wojownik to typowy przedstawiciel klas mele z gier RPG. Bije, broni się i jest wytrzymały. Jego głównym atutem jest leczenie się po każdej walce oraz wykluczanie kart na czas trwania pojedynku. Pomoże to nam w szybszym mieleniu kart w poszukiwaniu tych mocniejszych. Opcja typowa vanilla.

Łotrzyk skupia się na truciznach oraz ostrzach. Jest to trochę taki glass cannon, który potrafi zadawać spore obrażenia, ale musi uważać na swoje zdolności obronne.

Defect to taki robot, które żongluje różnymi sferami. Potrafi też wyładowywać je dla potężnych efektów. Jest to jedna z bardziej combogennych postaci no i przy okazji jedna z moich ulubionych. Ma bardzo ciekawe buildy do zrobienia.

Na sam koniec zostawiłem mniszkę. Jej głównym atutem jest zmiana postaw, która zapewniają jej różne bonusy. Muszę przyznać, że jak nie przepadam za nią w wersji cyfrowej to w planszówce dodano jej kilka fajnych rozwiązań.

Pod względem postaci zawsze było ciekawie. Każda z nich zapewniała inny feeling z rozgrywki i dawała różne możliwości rozwoju talii. To właśnie ta masa buildów, które możemy zrobić była najlepszą cechą Slay the Spire.

Mieszkańcy Iglicy

Pod względem wrogów też jest bardzo ciekawie. Wiele z nich ma swoje sposoby zachowywania się i może sprzedawać różne ataki. Tak samo jest z bossami, z którymi będziemy walczyć. Każdy z nich jest testem dla naszych zdolności budowania talii. Nie jest to łatwa przeprawa z nimi wygrać. Szczególnie z tym finalnym…

Po skończonym runie w pozytywny lub negatywny sposób odblokujemy zawartość do dalszej rozgrywki. Będą to nowe karty, wrogowie oraz inne ciekawe rzeczy, o których musicie przekonać się sami. Zdecydowanie motywuje mnie to do dalszego grania oraz rozwijania swojej Iglicy.

Kooperacyjne zwiedzanie

Najważniejszą różnicą w porównaniu do komputerowej wersji Slay the Spire jest to, że gramy kooperacyjnie. Jest to spora zmiana i moim zdaniem wersję planszówkową czyni jeszcze lepszą. Bo możemy wspólnie ustalać kogo atakujemy, komu pomagamy i to w jaki sposób podchodzimy do zwiedzania Iglicy. Wiele kart pozwala wpływać na naszych kompanów i szczególnie podoba mi się mniszka, która mogła skopiować kartę zagraną przez innego gracza.

Komponenty i Jakość

Po otwarciu pudełka szybko dowiedziałem się dlaczego ta gra jest tyle warta. Nie chodzi tu o figurki czy ten świetny insert, który pozwala wszystko przechować w porządku. Chodzi o specjalnie dedykowane folijki, które zapewniają nam bezpiecznie tasowanie oraz ulepszanie karty. Jest ich mnóstwo i liczę, że wytrzymają moje magickowe tasowanie.

Tutaj też pojawia się jedyny minus tej gry. Chodzi oczywiście o grafikę dostępną w Slay the Spire. Nie to, że jest ona jakaś zła. Tylko po prostu jest nijaka. Trochę taka kanciasta, niektóre przeciwnicy są zrobieni ze sticków, a co najgorsze przez to wszystko nie czuję tu żadnego klimatu. Dlatego podobnie jak w wersji komputerowej zostaje tu dla gameplayu i przymykam oko na te słabe grafiki.

Podsumowanie

Planszowy Slay the Spire pokazuje, jak udanie przenieść cyfrowy hit na stół, a nawet go udoskonalić. Wszystko przez to, że dodano kooperacyjne zagrywki pomiędzy graczami oraz zrobiono skalowanie obrażeń i niektórych efektów. Gra jest po prostu wybitna i tak samo jak wersja cyfrowa wciągnęła mnie bez reszty. Uwielbiam budowanie talii moich bohaterów i testowanie różnych buildów przy każdym podejściu.

Ostateczny werdykt: Slay the Spire to wyśmienicie Slaynięta gra

Plusy

  • Rewelacyjny deck building
  • Cztery różnorodne postacie
  • Wciągająca rozgrywka
  • Planowanie mojej podróży
  • Kooperacja ze znajomymi
  • Ogromna Regrywalność

Minusy

  • Nigdy nie będę fanem tych grafik

Podobne Posty