Trial of the Gods

Ostatnio w domu mamy miesiąc grecki. Jogurt do pity tylko grecki. Na rozluźnienie Hades na kompie. Planszówka to Cyklady. Kontynuując ten trend to pora na Trial of the Gods.
Czy gra wytrzymała moje próby?

Trial of the Gods to gra od 2 do 4 graczy, w której będziemy podróżować po greckim wybrzeżu. Odwiedzimy tam liczne wysepki, zawalczymy z mitycznymi bestiami, uzyskamy pomoc Argonautów oraz zyskamy przychylność bogów. Czyli prawie tak jak w Cykladach tylko bez licytacji.
Wszystkie nasze akcje będą sprowadzać się do jednego czyli do rywalizacji w 4 różnych kategoriach. Jest to coś tak wyjątkowego, że musiałem o tym przypominać moim graczom za każdym razem.
Za co lubię Trial of the Gods
Bóg building
Uwielbiam gry z budowaniem talii. Pisałem to już chyba setki razy i będę pisał to za każdym razem.
Każdą grę zaczniemy z takimi samymi kartami. Do tego dodamy jeszcze 2 karty naszego kapitana, którego wylosujemy sobie na początku gry. Czyli mamy już lekką asymetrię.

Nowe karty będziemy pozyskiwać od greckich bogów. Możemy zdobyć karty od Afrodyty, Ateny, Aresa Hadesa, Posejdona oraz Zeusa. Każdy Bóg ma inne karty, które są dobre w pewnym aspekcie gry. Choć troszkę szkoda, że instrukcja nie wspomina o szczegółach ich specjalności. Musimy po prostu odkryć to sami. Największym zaskoczeniem jednak było to, że Afrodyta może czasami przywalić mocniej niż bóg wojny. Widocznie miłość boli.
Karty posłużą nam do wykonywania wszystkich akcji w grze. Możemy też ich używać na kilka sposobów. Czyli też coś co lubię. Bo albo skorzystamy z modyfikatora karty lub z jej specjalnej zdolności. Wtedy wiąże się to z opłaceniem kosztu, ale wierzcie mi to się opłaca. Szczególnie biorąc pod uwagę, że te specjalne skille są naprawdę mocne i można z nimi zrobić fajne zagrania.

Najważniejsze jest też to, że mamy sporo możliwości do usuwania kart z naszego decku. Szybko możemy zrobić sobie silną talię. Choć tutaj pojawia się pewien mankament. Bo kart warto pozyskiwać dość sporo. Biorąc pod uwagę, że jest to jedna z kategorii w której będziemy rywalizować na koniec gry. Czyli fajnie, że mogę usuwać karty, ale z drugiej strony muszę brać ich ile wlezie. Przez co nasze decki stawały się lekko zaśmiecone.
Teraz to ja jestem kapitanem
Trial of the Gods stara się nam urozmaicić rozgrywkę za każdym razem. Bo jak już wspominałem to na początku gry dostaniemy kartę kapitana, która zapewni nam specjalną zdolność oraz 2 asymetryczne startowe karty. Każdy Argonauta będzie miał swoich 2 ulubionych bogów. Co też będziemy losowo ustawiali na początku gry.

Do tego jeszcze dodamy sobie różne wyczyny, które możemy zakupić podczas rozgrywki. To takie pasywne umiejętności, które combują się z naszymi akcjami. Dzięki temu wszystkiemu otrzymujemy dobry poziom regrywalności.
Oszczędnie, ale ładnie
Grafika pudełka jest po prostu prześliczna, aż mógłbym mieć taki obraz w domu. Art na kartach i na meeplach bestii też mi się podoba. Pod względem ilustracji jest bosko. Reszta komponentów jak najbardziej daje radę. Fajne są też planszetki gracza, bo mają takie małe wycięcia na karty. Pod względem komponentów jest dobrze.

Ej, ale nie mówiłeś mi o tym
Na początku gry, w trakcie i pomiędzy każdą kolejną rundę warto przypomnieć graczom, że rywalizujemy we wszystkich 4 kategoriach. Czyli nie ważne jak ci dobrze poszło w zabijaniu potworów. Możesz mieć nawet zabitych 7 bestii, a kolejni gracze po jednej to i tak dostaniesz 6 punktów. Jednak gdy zawalisz inne rankingi to po prostu przegrasz. Dlatego w tej grze trzeba iść we wszystko. Szczególnie jest to ważne w rozgrywkach od 3 do 4 graczy, bo wtedy częściej wchodzą tie breakery.
Coś co wyszło średnio
Olimpiada
Naprawdę lubię to w tej grze, że często będziemy korzystać z nowo zakupionych kart. Bo oprócz fazy przygody użyjemy ich do rywalizacji podczas Olimpiady. Ja to bym nazwał taką minigierkę, w której zagrywamy 3 karty i staramy się zebrać jak najwięcej symboli pasujących do konkurencji sportowej. Były przy tym jakieś emocje, ale szału nie było.

Meeplotwory
Greckie wody oraz wysepki będą zamieszkane przez różne legendarne bestie. Na naszej drodze napotkamy Gorgony, Harpię, Syreny, Hydry, Minotaury oraz coś co zwie się Chupapa czy jakoś tam.

Pokonane potwory trafią na nasz statek i będziemy mogli je wystawiać by przeszkadzać innym graczom w podróży. Jednak sprawa jest taka, że prawie nie ma potrzeby tego robić. Bo taka przeszkoda to żadna przeszkoda. Bo możemy sobie opuścić teren z potworem bez konsekwencji. Wtedy dostaniemy taka smutną buźkę, która obniży nam honor. Może to wpłynąć na remisy pod koniec gry, ale biorąc pod uwagę ile kart musimy wydać na walkę to się po prostu opłaca uciekać.
To przejdźmy do walki. Wpływamy na pole z potworem to możemy z nim zawalczyć. By pokonać bestię to musimy mieć większą siłę niż ona. Siła będzie brała się z naszych kart jakie możemy zagrać do walki oraz odblokowanych zdolności. Niektóre karty będą też miały specjalną umiejętność, które może nas wspomóc w walce.

Każdy potwór będzie miał bazową statystykę siły oraz będzie rzucał dodatkowymi kośćmi, które mogą zwiększyć jego modyfikator oraz zapewnić mu specjalne zdolności.
Cały trick polega na tym by mieć przynajmniej siłę wyższą o 4 od potwora. Bo wtedy od razu go pokonujemy. Gdybyśmy wygrali z mniejsza siłą to po prostu zadajemy mu ranę i musimy walczyć z nim ponownie.
Ogólnie to walka jest OK. Można przy niej trochę pokombinować, ale nie powoduje u mnie jakiś wybuchów ekscytacji. Jednak to nie jedyny element w Trial of the Gods, który ostudził mój entuzjazm.
Coś co wyszło słabo
Eksploracja
Jedną z kategorii, w której zawalczymy pod koniec gry będą zekspolorowane wysypy. Im więcej wysp przeszukamy to tym lepiej dla nas. By to zrobić wystarczy ją odwiedzić i zagrać kartę z płomyczkiem. Tutaj nie ma żadnej filozofii. Jedynym zaskoczeniem może być to, że niektóre wysypy będą skrywały skarb. Wtedy podczas rywalizacji zyskamy ekstra laury. Czyli może być fajnie albo może być średnio. To wszystko. Koniec rywalizacji o eksplorację.

Ilu Argonautów potrzeba do wyprawy?
Jakby co to Trial of the Gods nie zapewnia nam jakiejś specjalnej interakcji pomiędzy graczami. Szczególnie było widać to w rozgrywkach dwuosobowych. Gdzie każdy mógł pływać po swoim skrawku mapy i mogliśmy się nawet nie spotkać. Rywalizacja w tych wszystkich kategoriach też jest ciekawsza kiedy gramy w większym gronie. Bo wtedy częściej rozpatrujemy remisy i ten wyścig o eksplorację wysp jest lepszy. Trial of the Gods zdecydowanie na 4 graczy.

Co do czasu rozgrywki to trzeba tak liczyć około 2 godzin. Jak na tak prostą grę sama rozgrywka trochę mi się dłużyła. Do tego trzeba doliczyć set up, który bywa lekko upierdliwy.
Jak w to grać?
Instrukcji brakuje takich doprecyzowań. Bo pojawiały się pytanie na, które nie mogliśmy znaleźć odpowiedzi. Szczególnie dotyczyło to kart, które pozwalały przesuwać lub kłaść nowe potwory. Czy na jednym polu mogły znaleźć się 2 potwory? Moja najlepsza zagwozdka dotyczyły tego ile życia w ogóle mają te potwory. Przydałoby się trochę to wszystkie klarowniej napisać.
Podsumowanie
Trial of the Gods rzucam nam ciekawy temat gry. Rywalizowanie o wpływy bogów z budowaniem talii to przecież musiało się udać. Jednak sama rozgrywka wypada dość blado. Bo w gruncie rzeczy to pływamy sobie po tych wyspach, czasami coś zabijemy, niekiedy coś zwiedzimy i to tyle. Nie ma za dużo tutaj takich ekscytujących zagrań ani momentów(szczególnie podczas olimpiady). Po każdej partii czułem, że zagrałem, zbudowałem fajny deck, ale w pełni nie wykorzystałem jego potencjału. Teraz pewnie myślicie, że pojawi się wpis zaczynający się od „ale”, ale tym razem tak nie będzie.
Ostateczny werdykt Trial of the Gods nie przeszło moich prób
Plusy
- Budowanie decku
- Grecki klimat
- Mała asymetria
- Ciekawe liczenie punktów
Minusy
- Długi set up
- Eksploracja bez eksploracji
- Walka taka ok
- Olimpiada
- Musi być 4 graczy
- Niezbyt klarowne zasady
[Współpraca reklamowa z Ludus Magnus Studio]