|

Kinfire Delve Laboratorium Bezdusznego

Czy lubicie małe karcianki?

Kinfire Delve Laboratorium Bezdusznego to karciana kooperacja, w której będziemy chcieli zejść na dno studni by pokonać jej finalnego bossa. Może nie jest to dziewczynka z Ringa, ale też potrafi nas nieźle wciągnąć.

Rozgrywka w Kinfire Delve jest podzielona na 2 etapy. W 1 etapie zmierzymy się z zastępami pomocników naszego arcy wroga. Stawimy też czoła różnym pułapką oraz przeszkodą. Kiedy uda nam się dotrzeć do samego sedna studni to wtedy rozpoczniemy walkę z głównym antagonistą. W jej wygraniu będą przeszkadzały nam jego odporności oraz jego specjalna mechanika.

Dlaczego Kinfire Delve był zauroczeniem od pierwszego zejścia:

Po pierwsze to bardzo spodobał mi się system combowania naszych kart. Podejmując się wyzwania możemy zagrywać karty, a co najważniejsze inni gracze będą mogli nas w tym wspomóc. Dzięki temu odpalimy różne combosy i skorzystamy ze zdolności naszych bohaterów. Kooperacyjnie działa to po prostu wybornie, a wiadomo uwielbiam taką wzajemną pomoc w grach.

Co do samej walki to fajnie, że łączy ona karty z kośćmi. Bo zagrywając karty wiemy ile zadamy obrażeń, a dzięki kością możemy dorzucić coś jeszcze do naszej próby. Tylko pytanie czy nam się uda? Świetnie jest to takie lekkie kuszenie szczęścia. Bo pojawiają się rozmowy w stylu „nie zagrywaj tej karty bo i tak brakuje nam tylko 1 do sukcesu”, a później wychodzi jak wychodzi :P. Satysfakcja z powiedzenia komuś, „a nie mówiłem” jest ogromna.

Takim fajnym mykiem jest też to, że nie uzupełniamy naszej ręki po zagraniu kart. By to zrobić musimy się zmęczyć, a to prowadzi do tego, że dobierzemy kartę wyczerpania. Dlatego zagrywając nasze karty trzeba sobie oszacować czy warto wypstrykać się ze wszystkiego czy może liczyć na innych współgraczy lub nasze szczęście w kościach.

W tym małym zestawiku mamy dwie unikatowe postacie do wybory. Są one dość zróżnicowane i każda z nich combuje się trochę inaczej.

Rolland strzela fireballe pomagające innym graczom dobierać karty.

Łuczniczka ma strzały, które rozgałęziają się rażąc innych wrogów

Bossa natomiast mamy jednego, ale w 3 różnych formach. Każda jego odmiana stanowi inny poziom wyzwania i ma inną umiejętność, która będzie uprzykrzać nam życie. Może nie jest to taki przewrót o 180 stopni, ale przynajmniej dodaje to trochę do regrywalności.

Bezduszny przypomina trochę Quanari z Dragon Age zmieszanego z Illidanianem z Warcrafta ubranego w fartuch master chefa. Głównym wyzwaniem w walce z nim jest utrzymywanie żetonów postępu, a później pozbycie się podatności zapewniającej mu nieśmiertelność.

Kolejnym plusem jest to, że ten tytuł świetnie działa solo. Bo gramy wtedy jedną postacią i może ona fajnie się combować sama ze sobą. Ja jednak preferuję grać z moimi znajomymi, bo wtedy mamy trochę więcej emocji i jest większa decyzyjność jak zagrywać nasze karty.

Graficznie gra wygląda wyśmienicie. Ilustracje oddają klimat takiego kreskówkowego fantasy w stylu Critical Role, a karty naszych bohaterów dodatkowo się jeszcze błyszczą. Jest miodnie.

Przygotowanie do grania jest bardzo szybkie i tak samo jest z graniem. Góra godzinka, a jak przegramy to nawet szybciej.

Na koniec zostawiłem najważniejszą zaletę tego małego Kinfire. Można łączyć go z innym pudełkami tej serii. Możemy wymieniać bossów, wybierać różnych bohaterów co sprawia, że gra zyskuje trochę żywotności. Jak mamy 2 zestawy to możemy nawet zagrać w 4 osoby. Podobnie jak Aeons Endy im więcej pudełek na półce to tym lepiej.

Podsumowanie

Kinfire Delve Laboratorium Bezdusznego okazał się takim miłym zaskoczeniem. Bo jest to emocjonująca podróż, w której razem schodzimy na dno studni w celu wypędzenia jej głównego lokatora. Razem zagrywamy karty i razem wspieramy się podczas realizacji różnych wyzwań. Karty przyjemnie się combują ze sobą, a kości wystawiają na próbę nasze szczęście oraz naszych znajomych.

Dodatkowo gra ma miodną grafikę i samo wykonanie komponentów jest na najwyższym poziomie. Takim jedynym minusem, który na razie widzę to jest to, że trzeba sobie sprawić wszystko by można było mieszać bohaterów oraz bossów w celu przedłużenia żywotności tej gry. Bo nie wiem jak Wy, ale ja już coś mi się podoba to moje zbieractwo wskakuje na najwyższe wyżyny sięgające sufitu.

Ostateczny werdykt: Kinfire Delve Laboratorium Bezdusznego dołącza do mojej listy gier idealnych na podróże oraz małe planszówkowe wakacje. Zdecydowanie jest Fire !!

Plusy

  • Lekkie combowanie kart
  • Wzajemna kooperacja
  • Możliwość łączenia pudełek
  • Kuszenie szczęścia przy wyzwaniach
  • Piękna grafa
  • Błyszczące karty
  • Fajna do grania solo
  • Szybki setup i rozgrywka

Minusy

  • Trzeba kupić więcej pudełek
  • Karty zmieszczą się w koszulkach jak wywalę insert

Podobne Posty