Great Western Trail Nowa Zelandia

Czy zamiana krów na owce to była beeeeed decision ?

Jak już ogarnęliście się po moim sucharze to zapraszam Was na recenzję kolejnej wersji Great Western Trail. Tym razem krowy zastąpiono owcami, a za scenerię posłuży nam kraina Hobbitów zwana Nową Zelandią.

W gruncie rzeczy w tej części Pfisterowej sagi będziemy robić dokładnie to samo co w poprzednich grach. Czyli będziemy podróżować do jednego punktu w celu sprzedaży racicznych zwierząt. Nadal będziemy deck buildingować nasze talie, wznosić nowe budynki oraz spełniać cele. Jednak jak już wspominałem wcześniej czeka nas trochę inny inwentarz oraz lekkie zmiany mechaniczne.

Owce naszej pracy

Pierwszą poważną zmianą jest zastąpienie krów owcami. Owce są bardziej fluffy, mają zgrabniejsze pozy i mają dość wymyślne nazwy, o których wcześniej nie słyszałem. Jak zwykle będziemy używać ich do wykonywania różnych akcji i doręczania. Dzięki nowej akcji będziemy mogli strzyc nasze owieczki. Pozwoli nam to zyskać niezły zastrzyk gotówki. Tą czynność będziemy mogli też rozwijać i podobnie jak za doręczanie też możemy dostawać za to punkty.

Sama mechanika strzyżenia świetnie wpasowuje się do rozgrywki i jest taką przeciwwagą dla ciągłego parcia do przodu. Bo dzięki temu też zdobywamy punkty oraz rozwijamy nasze dyski. Przy okazji bardzo pasuje tematycznie.

Ta nowa akcja mocno tez wpływa na ekonomię gry. Bo jak poprzednie części były trochę ciasne w pieniądze to tutaj nie będzie mieli z nimi problemu. Chciałbym by tak było w prawdziwym życiu z planszówkami, ale niestety nie jestem owcą, którą można ciągle strzyc.

Strzyżenie znacznie ułatwia naszą rozgrywkę i sprawia, że chętniej będziemy się zatrzymywać do robienia nowych zakupów. Z jednej strony to fajnie, że nie muszę się martwić o gotówkę, ale wcześniej byłem jakoś przyzwyczajony to podejmowania tych trudnych decyzji czy lepsza krowa w garści czy może w mieście.

Great Deck Building

W Great Western Trail deck building zawsze był bardzo ważnym aspektem gry. Bo sprawne zarządzanie krowami pozwalało nam zwiększać nasze zarobki podczas doręczenia. Mieliśmy też kilka możliwości do usuwania słabszych zwierząt by przerzedzić nasze talie.

W Nowe Zelandii postanowiono trochę rozbudować opcje budowania talii. Bo oprócz zdobywania nowych owiec będziemy mogli dodawać do naszych decków specjalne karty deckbuilingowe.

Zapewniają one darmowe akcje, które pozwalają nam zyskać gotówkę oraz inne premię. Fajne jest to, że po zagraniu takiej karty od razu dobierzemy nową z naszej talii. Dzięki czemu nie są zapychaczami i pozwalają nam szybciej mielić deck. Jak zagram kilka takich kart pod rząd to może wejść nam niezły combos. Prawie jak w magic the gathering.

Co do budowania talii to taki mały minusik polega na tym, że trochę utrudniono usuwanie słabszych kart. Bo by to zrobić musimy zbierać specjalne żetony. Już nie mamy takiej opcji na naszej planszetce.

Łódź you play

Kolejną poważną zmianą jest zastąpienie kolei statkami. Znacznie zmieniło to nasze podróżnicze zapędy, bo zyskaliśmy opcję płynięcia w kilku kierunkach. Już nie ograniczają nasz tory.

Naszymi łajbami będziemy mogli dokować do portów zdobywając nowe żetony punktujące oraz karty deck buildingowe. W niektórych portach będziemy mogli też wznieść magazyny, które po zbudowania zapewnią nam różne premie. Sprawi to też, że podczas doręczanie lub strzyżenia będziemy mogli rozstawić nasze dyski rozwoju w zupełnie nowych miejscach.

Tory zmian

W grze pojawia się jeszcze parę innych nowości. Dodano tor zimorodka(przez niektórych nazywanego kolibrem), na którym się wspinamy odblokowując możliwość wznoszenia budynków na pewnych miejscach planszy.

Dostajemy też możliwość zakupu bonusowych kafelków zapewniających punktacje, jednorazowe akcje, a nowe rekrutację uniwersalnego pracownika.

Pojawia się też nowa waluta w postaci złota, którego możemy wydawać na zyskanie kart deckbuildingowych oraz bonusowych kafelków.

Liczba graczy i czas rozgrywki

Dzięki wprowadzonym zmianom i stałemu dopływowi gotówki rozgrywka nieco się wydłuża. Jesteśmy bardziej zmotywowani, by regularnie się zatrzymywać i czerpać z tego korzyści. O ile wcześniej kończyłem partię w dwie godziny, o tyle teraz muszę zarezerwować przynajmniej trzy na pełną przygodę. Mowa oczywiście o zabawie w czteroosobowym gronie. Moim zdaniem ten tytuł sprawdza się w każdym składzie, a pełna ekipa oznacza po prostu gęstszą zabudowę na planszy.

Jakość i komponenty

Jakościowo gra przypomina poprzednie edycję. Czyli w insercie jest mało miejsca, trzeba to jakoś wszystko upchać i nadal czeka nas ćwiczenie tetrisa. Jedynie zastrzeżenie jakie mam to, że gra przez tą dobudówkę ze statkami zajmuje o wiele więcej miejsca niż bym chciał.

Podsumowanie

Uwielbiam grać w Great Western Trail, bo uważam iż Pfister zrobił fajny twist na worker placement polegający na poruszaniu naszym kowbojem i dodał do tego jeden z moich ulubionych mechanizmów w grach planszowych czyli deck building.

Odpowiadając sobie na pytanie z początku mojej recenzji mogę powiedzieć, że była to Great decision. Choć poprzednie odsłony funkcjonowały niczym dobrze naoliwiona machina, to właśnie Nowa Zelandia wyniosła całą sagę na nowy, wyższy poziom. Bo deck building daje nam więcej opcji i jest bardziej rozbudowany. Podróżowanie statkiem pozwala nam obierać różne ścieżki. Akcja strzyżenia owiec jest bardzo tematyczna i dzięki niej będziemy mogli zrobić więcej w naszych turach.

Czyli zgodnie z Pierwszym Prawem Pfistera:

„Jeżeli coś już jest dobre to uczyń to jeszcze lepszym”

Ostateczny werdykt: Ten Great Western Trail Wellington jest well done.

Plusy

  • Bardziej rozbudowany Sheep building
  • Różne ścieżki do podróży
  • Strzyżenie jako nowa akcja
  • Bonusowe kafelki
  • Ta sama gra tylko jeszcze lepsza

Minusy

  • Gdzie ja mam to wszystko zmieścić?

Podobne Posty